Ten film jest jak lobster roll w maślanej bułce, skąpany w sosie aioli z kaparami, z włoskim koprem i szczyptą szafranu, zjedzony w knajpce przy plaży podczas magic hour przy dźwiękach „Something On Your Mind” Karen Dalton. Jest też jak sukienka w groszki pachnąca letnią bryzą i białym winem. Albo jak T-shirt z logo ulubionej pizzerii poplamiony pomidorowym sosem – plama wciąż się nie spiera, a my z każdym praniem coraz bardziej szanujemy jej upór. Kolory tamtego lata może i trochę wyblakły, ale za nic nie możemy wyrzucić go z pamięci.